Zmiana pracy a finanse w domu

Pensja

Większość z nas etatowców uważa, że zarabia za mało, ciągle dążąc do podnoszenia kwalifikacji i szukania pracy lepiej płatnej. To działanie jak najbardziej właściwe i pożądane dla naszego rozwoju zawodowego.

Pensja czyli nasz comiesięczny dochód pozwala nam zaspokajać potrzeby swoje i swojej rodziny. Naturalną sprawą jest, że wciąż chcemy zarabiać coraz więcej aby podnosić swoją stoę życiową. Chcemy również, a może przede wszystkim oszczędzać/inwestować o czym pisałem w poprzednich wpisach. Czy jednak zawsze wysokość dochodu powinna stać na pierwszym miejscu przy naszych zawodowych zmianach? O tym do czego doszedłem ostatnio sam napisałem poniżej.

Mój przypadek

Wszystko jest proste kiedy wiemy co chcemy robić w życiu. Nasz rozwój zawodowy to nie dzieło przypadkowości i wielu zmiennych na które często nie mamy wpływu.

Propozycja, którą otrzymałem była bardzo ciekawa. Miałem przejść do innego działu w firmie w której pracuję od lat. Co więcej to firma, którą lubię. Nowa pozycja okazała się lepiej płatna, z założenia w dziale który daje ogromne możliwości rozwoju… Rzeczywistość minęła się w znacznym stopniu z teorią. Nie będę rozpisywał się o szczegółach, ale podejście nowego szefa do mnie a także charakter nowych obowiązków wzbudziły niechęć do pracy w nowym miejscu. Zdecydowanie nie był to proces krótki. Prawdziwe zniechęcenie i podjęcie decyzji o odejściu przyszło po 4 miesiącach pracy w nowym miejscu. Prawdziwą ulgę czułem przed dniami wolnymi, na które wyczekiwałem z utęsknieniem. Lecz w dni wolne dokuczały mi ogromne bóle głowy, które jak się okazało wynikały ze stresu z którym mierzyłem się na co dzień. Na weekend organizm się odprężał (odpoczywał) a mnie raczył wspomnianymi bólami. Po weekendach z kolei, w poniedziałkowe poranki, przeżywałem prawdziwe katorgi. Myśl o pójściu do pracy przyprawiała mnie o mdłości. Mimo namów szefa i współpracowników podjąłem decyzję o odejściu.

Co dalej?

Przede wszystkim sama chwila kiedy oznajmiłem to szefowi to było dla mnie zwycięstwo. Samo przyznanie się do porażki przed samym sobą i światem była dla mnie dużym wyzwaniem. Jak jednak mówi stare porzekadło – ten nie popełnia błędów kto nic nie robi. Ja zdecydowanie nie jestem osobą, która nie chce zmieniać nic w życiu. Odezwałem się do szefa z poprzedniego działu, wiedziałem że mam u niego dobre noty. Nie było łatwo, ale udało się i wracam do pracy, która sprawiała mi przyjemność. Tak, jest mniej płatna, co nie zmienia faktu, że mam nadzieję na odzyskanie równowagi emocjonalnej.

Teraz wiem, że zmiana powinna być bardzo dobrze przemyślana. Nie zawsze tam gdzie trawa wydaje się bardziej zielona taka na prawdę jest.

Ten post to trochę usprawiedliwienie przed samym sobą i Wami. Mam teraz nadzieję na powrót do regularnego pisania. Czego sobie i Wam życzę.

Życie jest tylko jedno, nie warto marnować go na ciągłe zmartwienia. 🙂

Nie(bezpieczne) oszczędzanie

Pisałem pokrótce o bezpiecznych formach oszczędzania. Zapewne nie wyczerpałem tematu, ale napisałem moim zdaniem o tych najbardziej popularnych. Niestety osobiście mam więcej złych doświadczeń odnośnie lokowania własnych oszczędności. Dzisiejszym wpisem chciałbym się z Wami podzielić swoimi spostrzeżeniami w tym temacie. Trochę ku przestrodze, trochę aby się z nich oczyścić. Takie katharsis moich domowych finansów. Poniżej przeczytacie o tym jak nie powinno wyglądać oszczędzanie.

Jak zaczynałem?

Pierwsze pieniądze, które mogłem swobodnie zainwestować, pochodziły z lokaty oszczędnościowej. W latach dziewięćdziesiątych na początku przemian gospodarczych rodzice zlikwidowali książeczkę mieszkaniową. Książeczka miała dać mi możliwość lepszego startu. Niestety jak wiemy lata koniec lat osiemdziesiątych i początek dziewięćdziesiątych to czas wielkiej inflacji w Polsce. Inflacja rzędu kilkuset procent pożarła większość składek wpłacanych przez moich rodziców. Mając już kilkanaście lat udałem się z mamą do Cukrobanku (dziś już nie istnieje) i za ponad 3 tysiące złotych wkładu dostałem swoją pierwszą lokatę. Było to wtedy dla mnie mnóstwo pieniędzy, myślałem że jestem ustawiony do końca życia!

Byłem już w liceum kiedy pierwszy raz usłyszałem o giełdzie i funduszach inwestycyjnych. Stwierdziłem, że czas zabrać pieniądze z Banku i zabrać się za inwestowanie. Przeczytałem kilka artykułów, stron w internecie, wzmianek o wielkich bogatych graczach giełdowych. Kupiłem fundusze inwestycyjne, w których portfolio znajdowały się polskie akcje i obligacje, właściwie bez większej wiedzy na temat rynków finansowych.

Wtedy mi się udało… trafiłem na dobry okres koniunktury, pomimo, że nie wiedziałem dlaczego, zarobiłem swoje pierwsze pieniądze na funduszach inwestycyjnych. Zachęcony “sukcesem” wypłynąłem na szerokie wody tj. GPW. Kupowałem akcje wielu różnych akcji, na niektórych zarabiałem na niektórych traciłem. Ostatecznie wychodziłem na plus, tj. miałem zysk. To mnie trochę uśpiło, stwierdziłem że spekulacja akcjami to świetny biznes. Nie martwiłem się momentem wejścia i wyjścia, nie stosowałem analizy fundamentalnej ani technicznej. W czasie hossy, tj. takiego momentu kiedy większość akcji drożeje, umiejętności poruszania się na rynkach finansowych wydają się zbędne.

Kryzys 2008

Do 2008 roku miałem lepsze lub gorsze momenty, lecz sumarycznie wychodziłem na swoje. To co stało się we wrześniu 2008 roku odmieniło moje myślenie o rynkach kapitałowych. W zasadzie na przestrzeni kilku tygodni straciłem 70% swojego kapitału. Emocje, nerwowe ruchy, brak większej wiedzy o tym co robić w przypadku załamania na rynku, doprowadziły do katastrofy mojego portfela. Wtedy zrozumiałem, że na giełdzie można stracić dużo pieniędzy a cena akcji to tak na prawdę kwestia umowna. Akcje są warte tyle ile ktoś jest w stanie za nie zapłacić. Jest to w sumie zasada działająca nie tylko na rynkach finansowych, ale w ogóle w świecie ekonomi.

Forex…

Najgorsze jednak dopiero miało nadejść. Lizałem rany po stratach na giełdzie, lecz zostało mi jeszcze trochę kapitału. Po jakimś czasie pogodziłem się ze stratą i postanowiłem, że czas “odrobić stratę”. Chęć odzyskania utraconych wcześniej pieniędzy popchnęła mnie na rynek Forex. Dla tych, którzy nie wiedzą, forex jest to rynek pozwalający spekulować: walutami, surowcami czy artykułami rolnymi. Właściwie wszystkim na czym można zarobić, ale i stracić. Doszliśmy w tym momencie do meritum sprawy. Statystyki przedstawiane przez brokerów mówią o zarabianiu przez około 30% traderów. Statystyki dostarczane niezależnie od brokerów wskazują że znaczna większość uczestników rynku forex traci. Jest to nawet 90% grających na foreksie.

Ja również straciłem. Chciałbym w tym momencie przestrzec wszystkich, którym wydaje się że rynek forex to sposób na łatwy zarobek. Jest to ciężki kawałek chleba. Trzeba posiadać szeroką wiedzę o makroekonomii, potrafić przeprowadzać analizę techniczną. Należy znać masę wskaźników, potrafić rozpoznać powiązania pomiędzy zdarzeniami ekonomicznymi a ruchami par walutowych. Natomiast na końcu zderzamy się z automatami zbudowanymi na potrzeby potężnych instytucji finansowych. Czy mamy z nimi szansę?

Dlaczego o tym piszę?

Chciałbym, aby może choć jedna osoba czytająca ten wpis uniknęła tych błędów, które ja popełniłem. Jeżeli jednak zdecydujecie się kupić akcje, lub zaangażować w rynek forex, musicie się zbroić. Musicie posiadać oręż: spektrum umiejętności, wiele pokory, cierpliwości i mocne nerwy.

Oszczędności

Minął prawie miesiąc od pierwszego postu na moim blogu Finanse w domu. Czas na małe podsumowanie, co z zaplanowanych rzeczy udało mi się osiągnąć. Z drugiej strony nad czym muszę jeszcze popracować, aby oszczędności rosły.

rosnące oszczędności

Oszczędzanie na zakupach.

Wydawać by się mogło, że większość z nas kupuje tylko te artykuły spożywcze lub ciuchy, których naprawdę potrzebuje. Często jednak pod wpływem różnych emocji nasze zakupy nie są przemyślane.

W styczniu na każde zakupy spożywczo-domowe udawałem się z listą zakupów. Dzięki temu w większości przypadków udało mi się wychodzić ze sklepu tylko z tym co na prawdę zaplanowałem kupić. Drugą ważną rzeczą jest chodzenie do sklepów spożywczych bez uczucia głodu. Podczas styczniowych zakupów jedynie raz byłem w sklepie “na głodniaka” co skończyło się rachunkiem wyższym o kilkadziesiąt złotych niż zazwyczaj. Warto więc przed wyjściem z domu, zjeść większy posiłek czy banana.

Oszczędzanie na kredycie.

Drugą ważną sprawą, na której postanowiłem oszczędzać to kredyty. Kredyty? Tak na kredytach też można oszczędzać. Kredyt to produkt finansowy dzięki któremu konsument otrzymuje towar płacąc za niego pieniędzmi, których faktycznie nie posiada. Kredytów udzielają instytucje finansowe, które na nich zarabiają dzięki marżom i oprocentowaniu.

Dzięki zapisom ustawy o kredycie konsumenckim:
 „w przypadku spłaty całości kredytu przed terminem określonym w umowie, całkowity koszt kredytu ulega obniżeniu o te koszty, które dotyczą okresu, o który skrócono czas obowiązywania umowy, chociażby konsument poniósł je przed tą spłatą”, wcześniejsza spłata skutkuje zmniejszeniem raty kredytowej zarówno części kapitałowej jak i części odsetkowej. Wcześniejsza spłata umożliwia więc zyskanie realnych oszczędności.

Kolejną kwestią jest przemyślenie czy na prawdę rzecz którą zamierzamy kupić na raty jest nam potrzebna. Czy chęć posiadania np.: nowego telefonu nie jest podyktowana chwilową zachcianką i emocjami? Jeżeli przeanalizujemy już powyższe i podejmiemy decyzję zakupową poszukajmy sklepu, który sprzeda nam daną rzecz w kredycie 0%, bez ukrytych kosztów. Rzeczywista roczna stopa procentowa czyli RRSO powinno w takim przypadku wynosić właśnie 0%.

Oszczędzanie na przyjemnościach.

Wydatki na szeroko pojęte przyjemności np: kino, książka czy gra na konsoli, wyjścia ze znajomymi; a także wakacje/wypoczynek to części domowego budżetu które trudno zredukować ze względu na ich charakter. Ze względu na okres ferii zimowych i czas wyjazdów na tzw. “białe szaleństwo” tj. wyjazd na narty wydatków niestety nie udało mi się ograniczyć… To będzie mój cel na luty! Udało mi się za to ograniczyć wydatki na konsolę, przemodelowałem płatności abonamentowe, dzięki temu udało mi się uzyskać oszczędności wielkości kilkudziesięciu złotych.

W przyszłych okresach czasu będę chciał również zaoszczędzić na opłatach za telefon/tv/internet. Najłatwiej to zrobić konsolidując usługi u jednego dostawcy. Jednocześnie rozpoczynając umowę w firmie, w której do tej pory nie korzystaliśmy z żadnych usług.

Jeżeli udało Wam się znaleźć oszczędności w Waszym domowym budżecie zapraszam do zapoznania się z moim wcześniejszym wpisem – Bezpiecznie formy oszczędzania.

Bezpieczne formy oszczędzania

Dzięki przemodelowaniu naszego budżetu domowego po pierwszym miesiącu pojawia się 1150 zł oszczędności. Zastanówmy się więc co możemy zrobić z tymi środkami, tak aby uchronić je przynajmniej przed wzrostem inflacji, a jeszcze lepiej kiedy uda nam się wypracować zysk.

Trzymanie pieniędzy w skarpecie.

Pierwszą i najczęściej spotykaną bezpieczną formą oszczędzania jest trzymanie środków w tak zwanej skarpecie. Co oznacza to w praktyce, pieniądz z dnia na dzień traci na wartości. W konsekwencji prowadzi to do tego, że praktycznie pieniędzy mamy coraz mniej, ponieważ siła nabywcza pieniądza spada. Sposób na oszczędzanie zupełnie do kitu – odradzam. Zaletą jest jednak to, że środki takie mamy cały czas “pod ręką”.

Lokaty terminowe

Drugim często spotykanym sposobem jest wpłata środków na lokaty oszczędnościowe. Jednak i tu w świecie niskich stóp procentowych, oprocentowanie lokat bankowych jest bardzo niskie. Właściwie na rynku nie ma lokat, które są oprocentowane powyżej inflacji. Dlatego też i tu… tak na prawdę tracimy. Zaletą lokat terminowych jest jednak to, że tracimy mniej niż w przypadku trzymania pieniędzy w domu. Drugą z zalet jest fakt, że to na prawdę bezpieczna forma oszczędzania. Bezpieczeństwo środków zdeponowanych na lokacie gwarantowane jest przez BFG.Wadą natomiast to, że lokaty terminowe jak sama nazwa wskazuje wiążą się z tym, że środki zamrażamy na określony czas tj. np. na 6 miesięcy, rok czy dwa lata, a wypracowane odsetki są wypłacane dopiero po zakończeniu okresu trwania lokaty. Oznacza to, że najczęściej w przypadku nagłej potrzeby gotówki przy zerwaniu lokaty nie zarobimy nic.

Rachunek oszczędnościowy

Coraz więcej banków ma w swojej ofercie taki produkt jak rachunek oszczędnościowy. Rachunek łączy w sobie zarówno zalety trzymania środków w domu jak i w banku. Najczęściej dostęp do pieniędzy mamy cały czas, oprocentowanie bywa porównywalne z oprocentowaniem lokat. Jeżeli dobrze rozejrzymy się na rynku znajdziemy bardzo fajne oferty z całkiem atrakcyjnymi warunkami prowadzenia takich rachunków.

Fundusze inwestycyjne

Dysponując kwotą tysiąca złotych możemy się już śmiało pomyśleć o zainwestowaniu środków za pomocą funduszów inwestycyjnych. Fundusze okryte złą sławą po wybuchu kryzysu związanego z upadkiem Banku Lehmann Brothers obecnie wracają do łask. Skupmy się na funduszach o niskim ryzyku inwestycyjnym tj. funduszach pieniężnych. Fundusze takiego rodzaju inwestują w papiery pieniężne, bone skarbowe, lokaty terminowe, lokaty zawierane na rynku międzybankowym itp. Dywersyfikacja sposobów inwestowania środków w takich funduszach możliwa osiągniecie wyższej stopy zwrotu niż w przypadku form oszczędzania opisanych powyżej. Nie należy jednak zapominać, że w przypadku funduszów możliwe jest osiągniecie straty w krótkim horyzoncie czasowym, co nie jest możliwe w przypadku lokat terminowych czy rachunków oszczędnościowych.

Obligacje

Obligacje to papiery wartościowe, wystawiane przez emitenta. Emitentem może być państwo lub jakaś firma. Kupującymi obligacje są instytucje np. fundusze inwestycyjne, lub My czyli osoby prywatne. Więcej zarobimy na obligacjach korporacyjnych czyli emitowanych przez firmy. Jednak takie obligacje obciążone są większym ryzykiem. Ryzyko istnieje w postaci możliwości upadku danej instytucji. Ostatnim znanym przypadkiem jest upadek firmy windykacyjnej GetBack i co za tym idzie utrata pieniędzy. W najlepszym wypadku długotrwałe ubieganie się o swoje należności. Z kolei ryzyko upadku państwa jest dużo mniejsze. Co za tym idzie oprocentowanie również jest mniej atrakcyjne. Potencjalnie zysk do wypracowania na obligacjach może być większy niż w przypadku lokat i rachunków oszczędnościowych. Wiąże się to jednak najczęściej z zamrożeniem środków na kilka lat.

Mam nadzieję, że te kilka opcji na odkładanie oszczędności na początek pozwoli wybrać Wam najwłaściwszą dla siebie. W przyszłości, kiedy wolnych środków będziemy mieli więcej, zastanowimy się jak ulokować nasze nadwyżki domowego budżetu.

Pracownicze Plany Kapitałowe

Miałem pisać o oszczędzaniu, ale życie pisze swoje scenariusze.

W ostatnich dniach znów głośniej o Pracowniczych Planach Kapitałowych. Uznałem, że temat zasługuje na rozwinięcie w kontekście restrukturyzacji budżetu domowego. To dobry moment aby zacząć odkładać środki na starość.

Jestem trzydziestolatkiem, na rynku pracy od kilkunastu lat. Wciąż mogę o sobie powiedzieć, że jestem młody a emerytura czeka mnie za ponad kolejne trzydzieści lat. To bardzo długo…. i tak i nie. Jeżeli już postanowiłem działać i część swojego dochodu przeznaczać jednak na zabezpieczenie przyszłości swojej, rodziny, dziecka to czemu nie skorzystać z okazji. No właśnie, czy na pewno okazji?

Zmierzamy w stronę Pracowniczych Planów Kapitałowych.

Przypomnijmy pokrótce główne założenia programu:

Program startuje 1 lipca 2019. Do PPK przystąpić będzie mógł każdy obywatel znajdujący się w wieku 19-55 lat, odprowadzający jednocześnie składki ZUS. Jest to w przybliżeniu około 11,5 mln Polaków. Do programu zostanie zapisana automatycznie każda osoba z kręgu osób, który został opisany powyżej. Z udziału w programie w każdym momencie jego trwania będzie można zrezygnować. Ze zgromadzonych środków będziemy mogli skorzystać:

  1. po osiągnięciu 60 roku życia,
  2. w celu w celu pokrycia wkładu własnego w związku z zaciągnięciem przez uczestnika kredytu na sfinansowanie budowy lub zakupu domu / lokalu mieszkalnego, nieruchomości gruntowej lub udziału we współwłasności,
  3. w przypadku poważnego zachorowania uczestnika Programu, jego współmałżonka lub dziecka uczestnika,
  4. w przypadku śmierci uczestnika na rzecz osoby uprawnionej.

Nie wnikając w większość szczegółów, skupimy się na kwestii samych składek. Jest to coś co nas będzie interesować najbardziej. System jest powszechny tj. składki odprowadzać będzie pracownik, pracodawca a także Państwo. Udział procentowy odkładanych środków to będzie od 3,5% (w przypadku wpłaty 2% ze strony pracownika oraz 1,5% ze strony pracodawcy). Maksymalna wartość odkładanych składek to 8% (4% odciągane jest z pensji, drugie tyle dokłada pracodawca) W przypadku danych, które założyłem w pierwszym poście 3,5% przychodu (pensja brutto) daje w zaokrągleniu 200 zł. Dodatkowo Państwo deklaruje dopłaty dla uczestników Programu. 240 zł na start, oraz 240 zł po każdym roku oszczędzania. Jak łatwo wyliczyć sam kapitał odłożony w Programie daje nam przy powyższych założeniach 2640 zł rocznie. Dodatkowo w zależności jak zostaną zainwestowane nasze środki jest szansa na wypracowanie extra money :-). Przy założeniu odkładania poza Programem wyłącznie z własnych środków, roczne składki w udziale procentowym 2,5% zarobków brutto da nam 1690 złotych. Już więc po roku widać znaczną różnicę w kapitale tj. 950 złotych, mimo że angażujemy taką kwotę ze środków własnych.

PPK to program powszechny, dobrowolny i co najważniejsze prywatny. Środki pochodzące z prywatnych składek pracownika to będą jego prywatne środki, przynajmniej w teorii. Czy jednak znów nie znajdzie się sposób na to by dokonać skoku na kasę Polaków, tak jak w przypadku OFE?

Zachęcam do własnych obliczeń i dokonania najlepszego wyboru, przy jednoczesnym rozważeniu wszelkich ryzyk.

Inwentaryzacja wydatków

Zastanawiałem się od czego zacząć, więc zacznę od – Witajcie!

Mój blog będzie traktował o finansach i budżecie domowym. Czym jednak to miejsce w sieci będzie się różnić od kilku podobnych blogów już istniejących? Mianowice będę starał się poruszać tematy o wychodzeniu z kryzysu, porządkach w domowym budżecie a w konsekwencji w sprawnym oszczędzaniu i inwestowaniu nadwyżek. Będę chciał przejść proces z Wami na swoim przykładzie przez proces inwentaryzacji wydatków. Sam od niedawna doszedłem do wniosku, że muszę uporządkować swoje finanse, ponieważ wiem że nie do końca mam nad tym kontrolę. Chciałbym być przekonany, że każde 100 zł moich rodzinnych dochodów jest wydane sensownie i potrzebnie.

Tajemnicą poliszynela jest to, że większość ludzi im więcej zarabia, tym więcej wydaje, bo wraz ze wzrostem zarobków rosną nasze potrzeby. Głowa podaje nam myśl – stać Cię na więcej, stać Cię na realizacje marzeń. Pojawiają się pokusy a co za tym idzie nie do końca przemyślane i często impulsywne działania. Jak zapewne wiecie, zakładam że wiecie skoro tu jesteście, to że zarabiamy coraz więcej nie oznacza wcale, że potrafimy mądrze gospodarować naszym domowym budżetem. Jeżeli jesteście ciekawi jak ja postanowiłem radzić sobie z tymi tematami zapraszam do lektury mojego bloga.

Zaczynajmy!

Krok 1 Inwentaryzacja wydatków.

Na własne potrzeby stworzyłem plik. Staram się w nim dokładnie (lecz nie zbyt dokładnie – to może znużyć) opisać i wyliczyć na co tak naprawdę wydaje swoje zarobione pieniądze. Ważne, aby potrafić przyporządkować jak największą liczbę wydatków do danych kategorii. Mój plik wygląda jak poniżej. Dane w nim podane są oczywiście przykładowe, natomiast wartości procentowe w odniesieniu do mojego budżetu bardzo zbliżone. Tak naprawdę każdy z nas powinien zmodyfikować taki plik dla własnych potrzeb. Dlaczego? Ponieważ u każdego poszczególne kategorie wydatków mogą się różnić. Przykładowo, nie każdy opłaca przedszkole a opłata za telewizję, Internet i telefon może być robiona w ramach jednej opłaty, lub jako każda u innego operatora (oddzielne kwoty).  Jeżeli przyłożycie się do analizy własnych wydatków, łatwiej Wam będzie zacząć je porządkować.

Domowy budżet

Nie chcę się skupiać na poszczególnych kwotach, ale na mechanizmach. Jak możecie zauważyć w grudniu dochody były wyższe, ze względu na wpływ firmowych bonów świątecznych (hurra J) Bony zostały jednak skonsumowane przez wydatki zakupowe. Uległem magii Świąt i atmosferze wszechobecnego konsumpcjonizmu i pogoni za prezentami. Niech rzuci kamieniem ten, kto choć raz nie uległ takiej pokusie. Mnie dotyka to co roku, tzn. kamieniem nie rzucę.

W grudniu wydatki na przyjemności zamknęły się w kwocie 450 złotych, na wyjazd na narty wydałem 370 złotych. Nic nie udało mi się odłożyć. Natomiast przypadkowe oszczędności to zaledwie lekko ponad procent dochodu miesięcznego.

Przyznacie, że dochód na tym poziome oznaczający pensję brutto powyżej średniej krajowej, bez oszczędności, to całkiem kiepska sytuacja.

Po przeanalizowaniu grudniowych wydatków doszedłem do wniosku, że między innymi dzięki rocznemu bonusowi w styczniu zacznę porządkować swój budżet.

Lista zadań na styczeń:

Ograniczenie zakupów. Często kupujemy dobra materialne np. ciuchy kuszeni promocjami, lub jedzenie w większej ilości. Jak się później okazuje i jedno i drugie zupełnie niepotrzebnie.

Mniej przyjemności, jedno wyjście miesięcznie mniej do restauracji lub ze znajomymi do pubu, nikomu jeszcze nie zaszkodziło. Przyjemności dla ciała i duszy to rzecz ważna oczywiście. Natomiast uznałem, że mogę w tym miejscu przyciąć wydatki.

Cięcie kosztów wycieczek, np.: tańszy nocleg, lub śniadanie podczas wyjazdu we własnym zakresie, to też dobry pomysł na ograniczenie takich kosztów.

Dzięki powyższym zabiegom oraz bonusowi rocznemu zakładam, że w styczniu zacznę odkładać pieniądze na tzw. poduszkę finansową. Dzięki niej nie będę się musiał martwić, skąd wziąć pieniądze na np.: wizytę u stomatologa, lub załatanie dziury w oponie samochodowej u wulkanizatora. Dodatkowo zacznę oszczędzać na emeryturę i na przyszłość dziecka. W styczniu zakładam oszczędzić jak na moje możliwości sporo. Oszczędzone pieniądze na początku planuję ulokować w bezpiecznej formie oszczędzania, tak by chronić oszczędności przed inflacją.

W kolejnym wpisie przedstawię bezpieczne formy oszczędzania i postaram się dokonać  wyboru najlepszej z nich z mojego punktu widzenia.