Nie(bezpieczne) oszczędzanie

Pisałem pokrótce o bezpiecznych formach oszczędzania. Zapewne nie wyczerpałem tematu, ale napisałem moim zdaniem o tych najbardziej popularnych. Niestety osobiście mam więcej złych doświadczeń odnośnie lokowania własnych oszczędności. Dzisiejszym wpisem chciałbym się z Wami podzielić swoimi spostrzeżeniami w tym temacie. Trochę ku przestrodze, trochę aby się z nich oczyścić. Takie katharsis moich domowych finansów. Poniżej przeczytacie o tym jak nie powinno wyglądać oszczędzanie.

Jak zaczynałem?

Pierwsze pieniądze, które mogłem swobodnie zainwestować, pochodziły z lokaty oszczędnościowej. W latach dziewięćdziesiątych na początku przemian gospodarczych rodzice zlikwidowali książeczkę mieszkaniową. Książeczka miała dać mi możliwość lepszego startu. Niestety jak wiemy lata koniec lat osiemdziesiątych i początek dziewięćdziesiątych to czas wielkiej inflacji w Polsce. Inflacja rzędu kilkuset procent pożarła większość składek wpłacanych przez moich rodziców. Mając już kilkanaście lat udałem się z mamą do Cukrobanku (dziś już nie istnieje) i za ponad 3 tysiące złotych wkładu dostałem swoją pierwszą lokatę. Było to wtedy dla mnie mnóstwo pieniędzy, myślałem że jestem ustawiony do końca życia!

Byłem już w liceum kiedy pierwszy raz usłyszałem o giełdzie i funduszach inwestycyjnych. Stwierdziłem, że czas zabrać pieniądze z Banku i zabrać się za inwestowanie. Przeczytałem kilka artykułów, stron w internecie, wzmianek o wielkich bogatych graczach giełdowych. Kupiłem fundusze inwestycyjne, w których portfolio znajdowały się polskie akcje i obligacje, właściwie bez większej wiedzy na temat rynków finansowych.

Wtedy mi się udało… trafiłem na dobry okres koniunktury, pomimo, że nie wiedziałem dlaczego, zarobiłem swoje pierwsze pieniądze na funduszach inwestycyjnych. Zachęcony “sukcesem” wypłynąłem na szerokie wody tj. GPW. Kupowałem akcje wielu różnych akcji, na niektórych zarabiałem na niektórych traciłem. Ostatecznie wychodziłem na plus, tj. miałem zysk. To mnie trochę uśpiło, stwierdziłem że spekulacja akcjami to świetny biznes. Nie martwiłem się momentem wejścia i wyjścia, nie stosowałem analizy fundamentalnej ani technicznej. W czasie hossy, tj. takiego momentu kiedy większość akcji drożeje, umiejętności poruszania się na rynkach finansowych wydają się zbędne.

Kryzys 2008

Do 2008 roku miałem lepsze lub gorsze momenty, lecz sumarycznie wychodziłem na swoje. To co stało się we wrześniu 2008 roku odmieniło moje myślenie o rynkach kapitałowych. W zasadzie na przestrzeni kilku tygodni straciłem 70% swojego kapitału. Emocje, nerwowe ruchy, brak większej wiedzy o tym co robić w przypadku załamania na rynku, doprowadziły do katastrofy mojego portfela. Wtedy zrozumiałem, że na giełdzie można stracić dużo pieniędzy a cena akcji to tak na prawdę kwestia umowna. Akcje są warte tyle ile ktoś jest w stanie za nie zapłacić. Jest to w sumie zasada działająca nie tylko na rynkach finansowych, ale w ogóle w świecie ekonomi.

Forex…

Najgorsze jednak dopiero miało nadejść. Lizałem rany po stratach na giełdzie, lecz zostało mi jeszcze trochę kapitału. Po jakimś czasie pogodziłem się ze stratą i postanowiłem, że czas “odrobić stratę”. Chęć odzyskania utraconych wcześniej pieniędzy popchnęła mnie na rynek Forex. Dla tych, którzy nie wiedzą, forex jest to rynek pozwalający spekulować: walutami, surowcami czy artykułami rolnymi. Właściwie wszystkim na czym można zarobić, ale i stracić. Doszliśmy w tym momencie do meritum sprawy. Statystyki przedstawiane przez brokerów mówią o zarabianiu przez około 30% traderów. Statystyki dostarczane niezależnie od brokerów wskazują że znaczna większość uczestników rynku forex traci. Jest to nawet 90% grających na foreksie.

Ja również straciłem. Chciałbym w tym momencie przestrzec wszystkich, którym wydaje się że rynek forex to sposób na łatwy zarobek. Jest to ciężki kawałek chleba. Trzeba posiadać szeroką wiedzę o makroekonomii, potrafić przeprowadzać analizę techniczną. Należy znać masę wskaźników, potrafić rozpoznać powiązania pomiędzy zdarzeniami ekonomicznymi a ruchami par walutowych. Natomiast na końcu zderzamy się z automatami zbudowanymi na potrzeby potężnych instytucji finansowych. Czy mamy z nimi szansę?

Dlaczego o tym piszę?

Chciałbym, aby może choć jedna osoba czytająca ten wpis uniknęła tych błędów, które ja popełniłem. Jeżeli jednak zdecydujecie się kupić akcje, lub zaangażować w rynek forex, musicie się zbroić. Musicie posiadać oręż: spektrum umiejętności, wiele pokory, cierpliwości i mocne nerwy.